1.10.14

Los Angeles photo diary


Stali obserwatorzy bloga na pewno pamiętają moją wycieczkę do Los Angeles w 2012. Wygrałam wtedy konkurs Billabong, w którym główną nagrodą był właśnie kilkudniowy wyjazd do LA oraz udział w imprezie Design for Humanity. Wycieczkę wspominam bardzo miło, jednak po tegorocznym wypadzie moje wyobrażenie o LA nieco się zmieniło.

All my blog followers should remember my trip to Los Angeles in 2012. I won the Billabong’s competitions, and the first prize was that I could spend several days in LA and take part in the Design for Humanity Event. The trip was great, however, after this year’s travel my image of LA changed. 

Zwiedzanie miast wygląda zupełnie inaczej, gdy czas jest zaplanowany odgórnie przez organizatorów wycieczki. Noclegi, trasy, wszelkie dodatkowe atrakcje spoczywają na barkach ekipy. Dwa lata temu gościłam się w centrum Hollywood w 5-gwiazdkowym hotelu, jadałam w najlepszych restauracjach, krótko mówiąc- nad wszystkim czuwała grupka dziewczyn Billabong. 
W tym roku zorganizowaliśmy sobie wszystko sami, spaliśmy w śmiesznym moteliku jak z amerykańskich filmów, stołowaliśmy się w burgerowniach i wiecie co? Wcale nie potrzeba luksusów, by cudownie spędzić czas! Wystarczy mieć przy sobie ukochaną osobę, a wszystko inne schodzi na drugi plan.

Sight seeing is completely different when the tiniest details was planned by organisers. You don’t have to worry about accommodation, itinerary, well, anything... 2 years ago I stayed in 5* hotel in the centre of Hollywood, I ate in the best restaurants, and the whole sight-seeing was planned by the Billabong team. This year we organised everything by ourselves, we spelt in a tiny, funny motel, as in American movies, we ate in burger houses, and guess what? You don’t need luxury to have a great time!


(Minga London top, vintage shorts)

Czego nie dostrzegłam podczas pierwszej wizyty w LA? Na pewno tego, że miasto jest taaaak ogromne, że bez własnego środka transportu naprawdę ciężko jest dotrzeć do oddalonych od siebie o kilometry miejscówek. Jak w San Francisco wszystko było "blisko", tak w LA od jednego do drugiego punktu rzadko mniej niż 10km. Komunikacja miejska w LA kuleje, taksówki są bardzo drogie, więc posiadanie własnego samochodu okazało się być zbawienne. Wystarczy, że przejrzycie fora podróżnicze, a przekonacie się, że podobnego zdania jest większość wypowiadających się. 

What did I miss during my first stay in LA? Generally I didn’t realise that the city is so huuuuuge – without any means of transport it’s hard to get anywhere. In San Francisco everything was “close”, whereas in LA there was 10-20 km from one place to another. Public transport is lame, taxis are expensive, and so a rented car is a true saver. Just go through travel blogs and you will see. 


(Sinsay total look)

Budki z dzisiejszego wpisu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać... Tak! Właśnie w Los Angeles kręcono słynny Słoneczny Patrol! Większość scen filmowano wprawdzie w dzielnicy Pacific Palisades, graniczącej z Santa Monica (gdzie też robione były powyższe fotki), jednak budki niczym nie róznią się od tych serialowych. Brakuje tylko Davida Hasselhoffa i Pameli Anderson gdzieś w akcji... no niestety, nigdzie ich nie wypatrzyłam :)

I don’t need to introduce this lifeguard tower to anybody... Yes! It was Los Angeles where the famous Baywatch was made! Most of the scenes were taken in Pacific Palisades near to Santa Monica, however towers are the same as in the TV series. The only people missing were David Hasselhoff and Pamela Anderson in some lifesaving action... Unfortunately, it wasn’t their shift that time ;) 


Atrakcją Los Angeles jest oczywiście słynny znak Hollywood. Szperając w internecie można natknąć się na adresy wielu punktów widokowych, jednak większość z nich nie do końca nas przekonywała- np. to miejsce sprzed dwóch lat. W tym roku miałam ochotę na naprawdę super zdjęcie (i udało się!- klik), dlatego wybraliśmy się na ulicę Deronda, oferującą niby najlepszy widok na znak Hollywood. Wyczytaliśmy wcześniej, że często są tam problemy z parkowaniem, więc zostawiliśmy samochód i wyruszyliśmy pieszo ok. 3km pod górkę. Kilkakrotnie przechodziłam kryzys, gdyż znak przez długi czas w ogóle się nie pojawiał, potem jak już się pojawił, to widok był bez szału, ale warto było się pomęczyć i przejść jeszcze kawałek, gdyż ostatecznie dotarliśmy do niesamowitego miejsca. Po pierwsze znak Hollywood był naprawdę blisko, po drugie ulica Deronda doprowadziła nas do słynnej Mullholand Drive (Fani Lyncha na pewno kojarzą film), a po trzecie z ulicy rozpościerał się niesamowity widok na panoramę Los Angeles. Męcząca wędrówka w 32-stopniowym upale została godziwie wynagrodzona! :)

The major LA’s attraction is the famous Hollywood sign. Doing some research in the internet one can find a lot of scenic points but most of them didn’t convince us – e.g. this place 2 years ago. This year I wanted to take an excellent photo, that’s why we chose Deronda Drive offering allegedly the best sight for the Hollywood sign. We read that there were parking problems, so we left our car and walked uphill for around 3 km. I had a crisis couple of times because the sing appeared and vanished, and appeared again, and it didn’t blow my mind. But it was worth to take a further walk to get to the amazing place. First of all, the Hollywood sign was really close, second of all the walk took us to the famous Mullholand Drive (Lynch’s fans know the movie), and eventually it offered a panoramic view on Los Angeles. The tedious walk at 32oC paid off! :) 


Podczas pobytu w Los Angeles wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę do San Diego, które położone jest ok, 2h jazdy samochodem od LA. San Diego jest już znacznie mniejsze i bardziej kameralne, co z pewnością spodobałoby się miłośnikom spokojniejszych miast. Najbardziej zainteresowało nas Stare Miasto, które wyglądało jak żywcem wyjęte z westernów.

While being in LA we took a one-day trip to San Diego, 2h away from LA. San Diego is smaller and cosier. The most interesting part for us was the Old Town which looked like taken from western movies. 


Z San Diego wrociliśmy jeszcze na jeden dzień do LA, po czym wyruszyliśmy do słynnej Doliny Śmierci. Droga do Death Valley zgotowała nam niezłe atrakcje. 300km bez zasięgu w komórkach, radio nie chwytało fali, mijanych samochodów jak na lekartwo, na zewnątrz prawie 50oC, ale za to widoki po prostu nie do opisania! Miałam wrażenie, ze przeteleportowano nas na Marsa, bo krajobrazy niczym nie przypominały znanych mi dotąd ziemskich!

Początkowo Doliny Śmierci nie było w naszych planach. Jak się później okazało, źle nie wyszliśmy na pewnej drobnej zamianie! Okolice Sacramento (pierwotny punkt naszej podróży) nawiedziło trzęsienie ziemi- przez chwilę poczuliśmy się jak bohaterowie "Oszukać przeznaczenie". :)

After San Diego we spent another day in LA, and then went to the world-known Death Valley. There weren’t hardly any cars on the road, radio and cell phones were dead for 300 km, the temperature almost reached 50oC but the views were breathtaking. Indescribable! I felt like I was teleported to Mars because landscapes didn’t resemble terrestrial views! 

We visited Death Valley instead of Sacramento. And it turned out to be a good decision because there was an earthquake there. We felt like the characters in “Final Death” :) 


O Los Angeles krążą różne opinie- jedni są zachwyceni, inni gorzko rozczarowani miastem, jednak jeśli o mnie chodzi, to piękne ukształtowanie terenu, niesamowite zachody słońca oraz wszechobecne palmy sprawiły, że nie potrafię wyrazić się źle o tym mieście :) 

The more people visit LA, the more diversified opinions. Some of them were satisfied, some disappointed. In my case all disadvantages were compensated with gorgeous landscapes, marvellous sunsets, and ubiquitous palms :) 

← Newer Post Older Post →

78 comments

  1. Piękne zdjęcia! Podróż do LA to moje marzenie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeśli jesteś studentką polecam program work and travel ja dzięki temu zwiedziłam cały stan california, nyc, i pracowałam 3 miesiące w Yellowstone ! http://workandtravelusaa.blogspot.com/

      Delete
  2. Zdjęcia bajeczne, zazdroszczę ogromnie wyprawy:)

    ReplyDelete
  3. Witaj Kasiu, mam do Ciebie pytanie odnośnie Twojej czarnej skórzanej kurtki ze Stradivariusa: czy Twoja też tak intensywnie pachnie skórą? Niedawno kupiłam taką samą kurtkę i zastanawiam się, czy ten zapach z czasem wietrzeje, bo na razie jest nie do zniesienia.
    Będę wdzięczna za odpowiedź.

    ReplyDelete
    Replies
    1. U mnie albo się wywietrzyła, albo po prostu nie razi mnie ten zapach. W każdym razie nie jest to coś nie do zniesienia.

      Delete
  4. LA is wonderful, I miss it everyday. great post!! xx

    Marveling-Mind☀

    ReplyDelete
  5. Cudowne Widoki ! *.* Wspaniale, że udało ci się je zwiedzić. :)

    http://neverrrrstopdreaming.blogspot.com/

    ReplyDelete
  6. mozesz podac nazwe tego moteliku ?:)

    ReplyDelete
  7. Kasia, zdradź lepiej czy odkryłaś jakiś godny polecenia vintage shop albo podaj burgerownię, która najbardziej Ci smakowała! potrzebuje konkretnych wskazówek :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. In&out burger oraz Johnny Rockets! W tym pierwszym znacznie taniej, bo jest bardziej w formie fastoodu, a ten drugi to taka restauracyjka (więc i ceny wyższe). Niestety nie odkryłam żadnych vintage shopów, ale to dlatego, że za bardzo się na tym nie skupiałam. Następnym razem będzie to konieczność :)

      Delete
  8. Pięknie! Ile około trzeba odłożyć na taką wycieczkę? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To kwestia indywidualna- jeśli ktoś lubi korzystać z ofert Couchsurfingu, nie chce wypożyczyć samochodu itd, to na pewno zapłaci znacznie mniej. Nie chcę podawać publicznie kosztów naszej podrózy, jeśli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam na maila ;)

      Delete
  9. Wycieczka po Stanach właśnie została dopisana na listę marzeń! <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zrealizuj marzenia! http://workandtravelusaa.blogspot.com/

      Delete
  10. Awesome photos! Stunning :)

    http://lifebetweenhats.blogspot.com

    ReplyDelete
  11. "...i wiecie co? Wcale nie potrzeba luksusów, by cudownie spędzić czas! Wystarczy mieć przy sobie ukochaną osobę, a wszystko inne schodzi na drugi plan" - za tę normalność Cię uwielbiam!

    ReplyDelete
  12. Przy takich temperaturach w czapce? :o

    ReplyDelete
    Replies
    1. W San Diego było trochę chłodniej i przede wszystkim wietrznie, ale nie ukrywam, że w tym przypadku czapka była po prostu elementem 'dekoracyjnym' :) Większość czasu nosiłam spięte włosy w koczek, by nie leciały do oczu :)

      Delete
  13. hope you had fun!

    http://hashtagliz.com

    ReplyDelete
  14. Przepiękne zdjęcia.
    http://parkspati.blogspot.com/

    ReplyDelete
  15. Ohhhh mam ochote rzucić wszystko i zwiedzić caly świat! Masz jakieś miejsce które chciałabyś zwiedzić ? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest mnóstwo takich miejsc :) Daleko nie szukać- Szwecja! Jeszcze nigdy nie byłam, a marzy mi się taka objazdówka po całym kraju. Marzę również o odwiedzeniu Japonii, Australii i Nowej Zelandii, a idealnym miejscem na wypoczynek byłyby Malediwy :) Ahhh :)

      Delete
  16. jaaaaaak tam wspaniale! może kiedyś upoluję jakieś tanie bilety i się uda :) wolisz LA czy jednak NYC? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Te miasta są totalnie różne, naprawdę :) NYC zachwyca architekturą i wielkomiejskim klimatem, zaś LA to cudowne krajobrazy, ogrom moich ulubionych palm, po prostu słoneczna Californiaaa :)

      Delete
  17. Kasiu, masz prawo jazdy? ;-)

    ReplyDelete
  18. Powtórzę się, ale uwielbiam Twoje relacje z podróży! Nie wiem kto robił więcej zdjęć, Ty czy Twój Mąż, ale naprawdę pięknie zdjęcia! Widać, że spędziliście niesamowite chwilę i zgadzam się - ukochana osoba u boku i nic więcej nie ma znaczenia! ;) Widzę, że w komentarzu wyżej masz jeszcze wieele planów na podróże i mam nadzieje, że się spełnią! ;)

    Pozdrawiam! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Serdeczne dzięki <3
      Na wycieczkach jesteśmy zgranym teamem, oboje pstrykamy :)

      Delete
  19. Śliczne zdjęcia, zazdroszczę takiej podróży :)

    http://loliwiaa.blogspot.com/

    ReplyDelete
  20. Totalnie zakochałam się w zdjęciach! Aż chce się jechać na taką wycieczkę, już, zaraz! Narobiłaś mi 'ochoty' na podróż do USA, oj bardzoo....

    ReplyDelete
  21. Wracają wspomnienia... Chciałabym tam jeszcze wrócić, bo potraktowaliśmy to miasto po macoszemu podczas podróży po Kalifornii. Piękne zdjęcia.

    ReplyDelete
  22. Kasiu, skąd te piękne jeansy z dziurami na kolanach ?

    ReplyDelete
  23. Kasiu, zachwycasz zdjęciami! Są po prostu przepiękne, zazdro! :)

    ReplyDelete
  24. Ohh tak bardzoooo zazdroszczę :< Mam nadzieję że kiedyś będzie mnie stać :<

    http://redonmyhead.blogspot.com/

    ReplyDelete
  25. Zdjęcia są niesamowite, myślę, że oddają klimat tej podróży:) Nie mogę się napatrzeć!

    ReplyDelete
  26. Nic dodać nic ująć, pięknie :)
    whitepulery.blogspot.com

    ReplyDelete
  27. Fororelacja pierwsza klasa...ehh La la world zachwyca jak zawsze:)))

    www.mymoodmyday.com

    ReplyDelete
  28. Czesc Kasiu! Czy byly juz wyniki konkursu?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Były, widziałam :)

      Delete
    2. Gdzie ?! :o

      Delete
    3. Ogłaszałam na fb :) http://www.jestemkasia.com/2014/09/daisy-dream-by-marc-jacobs-konkurs.html

      Delete
  29. Droga niczym route 66:) podroz zycia..podroz marzen! pozytywnie zazdroszcze!!:) swietne zdjecia, ciekawe posty, zawsze chetnie tu zagladam. pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tam co chwilę takie piękne krajobrazy, nawet jadąc autostradą nie można się napatrzeć na okolicę :)

      Delete
  30. PIĘKNE ZDJĘCIA I pewnie niezapomniane wrazenia:)

    Tylko TU inspiracje modowe, gotowe zestawy, darmowe porady stylistki, przepisy pyszne i dietetyczne: http://patosichaos.wordpress.com/

    ReplyDelete
  31. ależ Ci zazdroszczę tego tripu! zdjęcia są niesamowite!

    ReplyDelete
  32. Jeśli chodzi o sprzęt fotograficzny, używaliście tego samego obiektywu co zawsze? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak :) Wprawdzie miałam zamiar kupić lepszy sprzęt na tę podróż, ale okazało się, że ten co mamy spisał się superancko :)

      Delete
    2. Strasznie mnie kusi ten obiektyw gdy widzę Twoje zdjęcia ;) Korpus mam ten sam. Pozdrawiam.

      Delete
    3. Polecam! Bez niego na pewno nie uzyskałabym takich efektów :) Uważam, że ten obiektyw jest porządną inwestycją :)

      Delete
    4. Dzięki, już googluję sklepy :) Używałaś wcześniej jakiegoś innego obiektywu z tym aparatem czy od razu zakupiłaś ten? Z jakiego trybu najczęściej korzystacie podczas robienia zdjęć?

      Delete
    5. Od początku używałam tego- potem dokupiłam szeroki kąt, ale to już obiektyw nie na co dzień, tylko okazjonalnie :) Korzystam z trybu manualnego :)

      Delete
    6. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Piękne zdjęcia. Pozdrawiam.

      Delete
  33. jak tam pięknie! zdjęcia wyszły obłędnie!


    fashionable-sophie.blogspot.com

    ReplyDelete
  34. Kasia, kocham Stany miłością wielką i w związku z tym nie obraziłabym się, gdybyś jeszcze bardziej rozbudowała swoją opinię nt. zwłaszcza Los Angeles. Wszystko, co ci przyjdzie do głowy :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Stany to temat rzeka, naprawdę. Każde miasto inne, każde inspirujące na swój sposób. Jestem totalnie zakochana w tym kraju i normalnie nie potrafię wyrazić się źle o żadnym z miejsc:D Wiem, że LA dla wielu jest po prostu za dużo, zbyt "rozlane", przez co nie odczuwa się takiego klimaciku jak np. w San Francisco, które można praktycznie było przejść pieszo. Te ogromne odległości w LA bywają kłopotliwe szczególnie dla osób bez wypożyczonego samochodu. LA generalnie nie jest jakoś wybitnie piękne architektonicznie. Oprócz zadbanego Beverly Hills i kilku innych miejsc jest często brudno, zaniedbanie. Myśmy mieszkali np. w dzielnicy meksykańskiej, gdzie w pierwszy dzień pobytu obok nas zorganizowano jakąś obławę policyjną z użyciem helikopterów- nocą bym tam sama nie wyszła. Jednak jak napisałam w poście- wszystko wynagradzały piękne tereny, palmy, zachody słońca, cudowna pogoda itd.
      Wiesz co, jeśli masz pytania konkretne to po prostu pytaj- będzie mi łatwiej :)

      Delete
    2. Przez to, że sama nie byłam, a marzę o tym, jak o niczym innym, to trudno skonstruować jakieś konkretne pytanie, ale z odpowiedzią trafiłaś. To coś w tym stylu, jak gdy idziesz z koleżanką na kawę, która właśnie wróciła z podróży życia i sama ci opowiada wszystko i o nic nie musisz pytać ;) ale postaram się konkretniej :) spotkałam się np. z opinią mojej babeczki od angielskiego jeszcze z czasów liceum, która w Stanach spędziła kilka dobrych lat. Dla niej LA było rozczarowujące w tym sensie, że wyobrażała sobie, że w tym mieście przeżyje coś niesamowitego, a tymczasem większość dzielnic zobaczyła z okna samochodu przy czym w jej opinii znaczną częścią zwiedzania były np. żywopłoty domów zza których nie było nic widać itd. Za to była bardzo pozytywnie zaskoczona San Francisco. Mówiła, że jest niesamowicie zielone w porównaniu do reszty Kalifornii i ma klimat. Ale wiadomo, że każdy ma inne odczucia. Głównie chyba to jak reagujemy na rzeczywistość zależy od naszego charakteru i usposobienia. Chciałam też właśnie zapytać o bezpieczeństwo. Mój kolega miał w NY taką sytuację, że wracał w nocy, pomylił przecznice i trochę pobłądził, a następnego dnia rano dowiedział się, że dwie godziny po jego wyprawie w tym miejscu była strzelanina i zginęło kilka osób. I ludzi też chciałam zapytać, o społeczeństwo. O Miami z kolei moja matka chrzestna mówiła (jak widzisz, robię reaserche ;), że trzy czwarte kobiet jest po operacji biustu i trochę widać w nich odbicie "Dżoany i jej przyjaciółek z Miami" ;). Stany są niesamowicie zróżnicowane i wiadomo, że wszędzie to wygląda inaczej. A takie czyjeś prywatne odczucia i smaczki są najciekawsze :) mam niezłego bzika na tym punkcie, a w głowie tylko jakiś tam obraz zbudowany z filmów i książek (pisałam pracę mgr też w dużej mierze związaną z USA). Czasami ten obraz nawet pokrywa się z rzeczywistością. Pamiętam np. z książek wydanych w latach 90 takie skojarzenie, że każdy Amerykanin klasy średniej jeździł w nich Hondą Civic i np. właśnie babka od ang mi to potwierdziła, że też miała takie wrażenie gdy tam mieszkała w lat 90. Strasznie się rozpisałam, bez ładu i składu, ale ogólną impresję tego co chciałam przekazać mam nadzieję uda ci się wyłapać ;) dzięki za czas i cierpliwość

      Delete
    3. W tej chwili jestem w Budapeszcie na Fashion Weekendzie, więc nie wiem, czy uda mi się odpisać w weekend, jak nie, to na pewno w poniedziałek się odezwę :)

      Delete
    4. Hmm, postaram się co nieco napisać :)

      San Francisco faktycznie jest bardzo klimatyczne, nie do końca czuć w nim wielkie miasto, dlatego jeśli ktoś woli mniejsze mieścinki, to polubi bardziej SF niż LA. Moim zdaniem Twoja nauczycielka przesadziła, bo nie przypominam sobie samych żywopłotów zasłaniających domki. Oczywiście jest zielono, są żywopłoty, ale tylko dla ozdoby, w większość domy nawet nie mają płotów i widać je doskonale. San Francisco ma inny klimat niż LA, jest bardzo zielono, w głównej mierze można zobaczyć drzewa liściaste, zaś w LA są to raczej wysokie palmy, które uwielbiam, więc pod względem roślinności Los Angeles u mnie wygrywa. Tak jak pisałam w poście, niektórzy się zachwycają LA, inni są rozczarowani, więc Twoja nauczycielka należała do tej drugiej grupy.
      Co do bezpieczeństwa- wg raportów w LA jest dość duża przestępczość, jak już wspominałam, mieszkaliśmy w dzielnicy meksykańskiej i raz byliśmy nawet świadkami jakiejś obławy policyjnej, jednak ani razu nie przytrafiła nam się żadna niepokojąca sytuacja. Wprawdzie nie kręciliśmy się w żadnych niepewnych miejscach, ale generalnie nie odczuwałam strachu w LA ani w żadnym innym miejscu. Znacznie bardziej bałam się w Paryżu, gdzie było straaaasznie niebezpiecznie, szczególnie w naszej dzielnicy. Obrabowania w biały dzień były tam normalką.
      Jacy są ludzie? Nigdzie nie spotkałam tylu miłych i życzliwych osób. Przez te 2,5 tyg nie spotkała nas żadna przykrość, wszyscy byli chętni do pomocy, zawsze witali nas uśmiechem i życzyliwym słowem. Zupełnie inna mentalność niż u nas.
      Nie byłam w Miami, więc nie wiem, jak tam wyglądają kobiety, ale szczerze to bardziej rzucały się w oczy bardzo otyłe panie niż te "zrobione". Nigdy nie widziałam tylu baaaardzo grubych osób w tak krótkim czasie.
      No i na koniec samochody- najwięcej koncernu GM (general motors) w tym chevroletów, później wszelakie Fordy, najwięcej olbrzymich F50, a trzecia marka jaka najbardziej rzucała się w oczy to Toyota, w tym model Camry, który występuje w takich ilościach jak kiedyś u nas polonezy :) brak małych samochodów i brak kombi, Sedan, SUV i pickup :)

      Delete
    5. * tylko sedan, SUV i pickup :) Zapomniałam dodać "tylko" i wyszło, że niczego nie mają :D

      Delete
    6. Pozwoliłam sobie odpisać ci na maila :)

      Delete
  35. zdjęcia są po prostu CUDNE :) świetna fotorelacja, jak zawsze;))

    ReplyDelete
  36. Idealne zdjęcia !

    ReplyDelete
  37. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze! :)

    ReplyDelete
  38. zazdroszczę. fantastyczne zdjęcia - mega inspiracja :)

    ReplyDelete
  39. domyślam się, że to pytanie padało wiele razy ale nie mam czasu żeby szukać...jakiego aparatu i obiektywu używasz? zdjęcia są niesamowite!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nikon D5100 + 50mm 1.4 Nikkor :) Dziękuję!

      Delete
  40. Kasiu! Czy sama aktrakcja 'Dolina Śmierci' polega na jechaniu tą autostradą? Gdzie można nią dojechać? I czy byliście w Grand Canyon? Z góry dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  41. Niesamowita notka a zdjecia rewelacyjne ♡ moim marzeniem od roku jest pojechac do LA jednak nie odbedzie sie to w najblizszym czasie :c swietnie ze zwiedzilas te niesamowite miejsca, wspomnienia na cale życie ♡
    W wolnym czasie zapraszam c:
    http://lovesweetstranger.blogspot.com

    ReplyDelete
  42. Ojejej ale super :) ja byłam w USA z work and travel które to rozwiązanie polecam wam wszystkim jeśli chcecie zwiedzić Stany i żeby koszty się zwróciły (ja bylam z One globe Travel bo jestem ze Szczecina) :) Ale niestety do LA nie dojechałam bo byłam całkiem po drugiej stronie kraju... trzeba to nadrobić! :)

    ReplyDelete